czwartek, 10 października 2013
piątek, 27 września 2013
24 h do godziny 0
już jutro o tej porze będzie trwał egzamin, czym bliżej do niego, to sama nie wiem czego chcę i oczekuje, bo czy to na pewno jest przepustka do lepszego świata??? o ile lepiej byłoby mi spełniać się w roli mamy, tydzień choroby Karola, kiedy ciągła walka z gorączką, kaszlem i zielonym katarem były priorytetem dalekim od wszystkich aktów prawnych, których treść powinnam znać zweryfikowały moje oczekiwania, bo to chyba nie marzenia, raczej obrany cel, plan, bo ja nie potrafię żyć jak czegoś nie wymyślę...
wtorek, 24 września 2013
4 dni
do egzaminu, który wydaje się być bramą do lepszego życia... ale czy na pewno, w świetle ostatnich zmian, przeziębienia Karola... czy ja tego chce... czy umie wszystko, nie sądzę, coraz bardziej się zastanawiam nad tym wszystkim... wczoraj z tym co związane z prawem karnym, wygrały racuchy z bananami i malinami dla chorego dziecka. O ile bardziej byłabym spełniona gdybym cuda dla niego mogła czarować, z drugiej zaś strony nie mogłabym siebie realizować. Konflikt to interesów ogromny... Karol dzieckiem jest tu i teraz, wyrośnie z tego i mnie nie będzie potrzebował, a ja potrzebuje ciągle czegoś, gonię, biegnę, teraz każdą chwilę wolną, pomiędzy kolejną dawką antybiotyku a gorączką poświęcam nauce, tylko czy można to wszystko ogarnąć w 4 dni...???
środa, 18 września 2013
coraz bliżej... za dni 10
a ja już nie mogę ... brakuje sił i wytrwałości, bo wiem że i tak za mało czasu poświęciłam projektowi - aplikacja. 28.09.2013 r. zbliża się nieuchronnie i trzeba będzie walczyć... w tej nierównej walce. Kodeksy, konstytucja, ustawy, pamięciówka...a za chwilę wszystko znów się pozmienia... beznadziejnie to jest zorganizowane. Dni niewiele zostało, trzeba zawalczyć, więc do nauki by dnia nie stracić... w przepisach utknąć na jeszcze ponad tydzień, by chwilę oddechu złapać i ryć dalej...
piątek, 6 września 2013
kiedy przychodzi a może nadchodzi sobota
... jest tyle do zrobienia. Jutro Karol ma przerwę od żłobka... 5 dni za nami, pełnych stresów, łez, choć nadszedł przełom... i od wczoraj nie było już tak łzawo. Dziś robię podsumowanie i idę dalej planując sobotę, by wszystko się udało. Punkt pierwszy uczyć się, punkt dwa, uczyć się i punkt trzeci nauczyć się. Wiele jeszcze przede mną a egzamin za 22 dni. Może jutro Poluś otrzyma nowe życie, i wróci. Nadal nie stać mnie na samochód i nie mam pomysłu co zrobić by to się zmieniło, w lotto nie udało się wygrać, przychody ponad te wynikające ze stosunku pracy nie nadejdą... celebrytką ani twarzą znanej marki nie zostanę, a szkoda, bo jeżdżące, nie wymagające nakładów, kobiece auto na pewno bym przygarnęła, cóż marzyć każdy może ... i na tym się moje marzenia kończą. Może kiedyś, może się jakimś cudem uda, że pojawi się moje własne auto, że po zdzieraniu się na maksa coś się zmieni. Że fałszywych i wampirów energetycznych się pozbędę. Że zacznę żyć, i skupiać się na tym co istotne i ważne... Na razie czekam, na jutro, na dzień z Karolem, na piaskownicę, gotowanie obiadku, zabawy, spacer, spokojną popołudniową drzemkę Karola, na to żeby być mamą, a nie pracownikiem wyrobnikiem, niewolnikiem. Nie docenianym za szarpaninę. Być dla dziecka, które doceni to że mama jest tylko dla niego, po tygodniu walki z wiatrakami. Jeszcze tylko trzy skargi do Biura Rzecznika Ubezpieczonych i może przestanę myśleć o pracy i spokojnie skupie się na nauce... na razie żyje wspomnieniami beztroski, to na trochę dało energii do walki, pracy i życia.
środa, 4 września 2013
3 lata za nami
dziś 4.09.2013 r., 3 lata temu był ślub, radość, wesele... dziś nie było świętowania, czas dla siebie obiecaliśmy sobie znaleźć w sobotę. Dziś były rozmowy prawie nocne, o tym co dzieje się, a jest tego sporo. Żyjemy adaptacją Karola w żłobku, i to pochłania nas najbardziej... nasz maluch też przytłoczony tym wszystkim, w tle moje zepsute auto obok wszystkiego innego. Pracy, nauki do egzaminów ... wakacje wcale nie dały odpoczynku, powrót do pracy przytłoczył. Nikt nie szanuje tego co robię, nie docenia... brakuje mi sił. Gdybym mogła zrezygnowałabym z pracy by być z Karolem, ale nie mogę - czynnik materialny. Nowelizacja prawa pracy, wydłużone urlopy macierzyńskie? Dla kogo? Może tak ktoś pomyślałby o dopłacie do niani? żłobku przyzakładowym? Dał podwyżkę, bym nie musiała się martwić, bym za uczciwie wykonywaną pracę mogła dostać należną zapłatę? Mogła spokojnie budować dom, zmienić samochód, który zniszczyło codzienne 100 km dojazdu do pracy? Czy kiedyś ktoś to doceni, popatrzy na wszystko rozsądnie? Wynagrodzi?
wtorek, 3 września 2013
2003
wówczas myślałam, że skończył się świat, mój świat... przez te 10 lat wiele się zmieniło... Karol wypełnia ten świat, jest jego częścią największą. Debiut w żłobku dostarcza stresów i łez. Przed nami chyba długie dni adaptacyjne. Wczoraj nie zjadł obiadu, dziś płakał. Jutro dzień trzeci...
niedziela, 1 września 2013
brak sił
... a przede mną miesiąc mega wysiłku. Jutro Karol debiutuje w żłobku, boje się i o niego i o siebie. Dziś okazało się, że Poluś nie naprawiony, i skrzynia jest od benzyny a nie od diesla, na dodatek nie działają hamulce... brak słów. I sił. Czasami mam dość, bo ile można się tak szarpać. Pracuje, tyram a nie mogę po prostu iść i kupić samochodu, w lotto też nie udaje się wygrać. Budowa domu stanęła w miejscu. Mieszkanie znów do wynajęcia. Jak się sypie to wszystko po kolei, niby po latach chudych następują obfite. U mnie to ma przełożenie na miesiące. Rok temu było to samo, szło lawinowo. Wrzesień 2013 ma być lepszy. A początek już się zapowiada fenomenalnie, żłobek Karolka, naprawy Polusia i ... się okaże co dalej. Dziś dopiero 1.09. i zgubiłam swoją magiczną bransoletkę ...
sobota, 31 sierpnia 2013
Czas
minuty, godziny, doby, dni ... już tylko chwila, a może cała wieczność... nadal nie mam motywacji, coraz więcej mnie wkurza, denerwuje, szarpanina, kierat, a może tylko koniec wakacji? Znów trzeba coś, ktoś gdzieś czegoś chce... wszyscy są roszczeniowi i myślą, że są jedyni. Pozory? a może tylko takie oczekiwania albo złudzenie... mam jednak nadzieję, że ta gonitwa się skończy, za nim Karol będzie duży, bym mogła być przede wszystkim mamą tak jak przez miniony tydzień, który był wyłącznie nasz...
środa, 28 sierpnia 2013
WAKACJE
wyjazd nad polskie morze końcem sierpnia ma swoje plusy, Karola nie męczą upały, choć 13 stopniowa woda w morzu odstrasza, dziś cudowny pogodny dzień przyniósł mnóstwo wrażeń... Karol mógł po raz pierwszy kąpać się w morzu, o ile brodzenie można nazwać kąpielą... dziś był Kołobrzeg, gofry na promenadzie, rozglądanie się za świeżą rybą, którą zabierzemy do domu... wczoraj rowery, przedwczoraj gokardy, wszystko to moje dziecko interesuje, zachwyca, tak cudownie jest, kiedy Karol cieszy się samą sobą... nie potrafię do końca się tym cieszyć, bo już w poniedziałek debiut w żłobku... czy on da sobie radę?
środa, 21 sierpnia 2013
Komisja ds. orzekania o zdarzeniach medycznych
nie spełniła w żaden sposób swojej roli, rozczarowała... Jak można napisać w orzeczeniu, że "prawdopodobnie", zatem nic się nie stało tylko mleko się rozlało. Jak można było przez 9 miesięcy tak nieudolnie prowadzić postępowanie. Sprawa dotyczyła uszkodzenia nerwu udowego, do zdarzenia doszło 23.08.2012 r., wniosek do komisji został złożony w grudniu 2012 r. W sprawie nie został przesłuchany główny operator, nie zrobiono praktycznie nic, i dziś przyszło orzeczenie bez podpisów Komisji, z pouczeniem, że przysługuje 14 dniowy termin na odwołanie. Wysoka Komisja otrzyma odwołanie, otrzyma również Rzecznik Praw Pacjenta, dziś szanowny Pan Doktor wskazał swoją własną polisę OC, pytanie czy TU uzna zgłoszone roszczenia ... piszemy zgłoszenie i będziemy pilnować likwidacji szkody.
piątek, 16 sierpnia 2013
intensywny tydzień za nami...
Tydzień z długim weekendem mam wrażenie był bardzo długi przez to chyba, że dziś pracowałam od 7 rano... w poniedziałek zaczął się od żłobka, do którego nadal mam mieszane uczucia, we wtorek był Kraków, tym razem prywatnie, bo ci wielcy prawnicy milczą, prywatne szukanie pomocy i nadziei, której już praktycznie nie ma, że nerw ruszy... jeszcze tylko usg, które potwierdzi diagnozę, w poniedziałek może będzie znany termin. W środę Karol szalał na kulkach, wczoraj na basenie. Piątek minął mi nie wiem kiedy i skończył się cyrkiem, w sensie dosłownym Cyrk Zalewski z dziewczynami. I tym sposobem minął kolejny tydzień, do egzaminu 43 dni a ja nadal w lesie głębokim i ciemnym....zmęczona padam. Nie mam sił...
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
dylematy matki zapracowanej, a może zpracowanej?
Godzina adaptacyjna w żłobku za nami, ja przerażona, Karol nie potrafi mi powiedzieć jak on to zniósł. Wrócił zmęczony. Dziś dwa sukcesy, zasnął sam w łóżeczku, i w południe i wieczorem, bez kołysania, bujania i cudowania... jutro znów nierówna walka ze światem przed nami. Czasami się zastanawiam po co ja się tak szarpię, o ile lepiej byłoby wrócić do domu, zrezygnować z pracy i być dla Karola, może mielibyśmy mniej pieniędzy, ale czy one są najważniejsze? Praca, w której najważniejsza jest kasa, nie moja tylko roszczeniowych ludzi, w której tylko mocno Poszkodowani nie wydzwaniają i nie krzyczą... tym pomagam, z pasją, empatią, całą sobą, odchorowując później ich sprawy... ile energii zabierają Krzykacze, Oszuści i ci, którym się wydaje że pieniądz jest najważniejszy... Praca z której odeszło już tyle ludzi, praca której za dużo z siebie daję, i nic w zamian nie dostaję... nie ma motywacji, żadnej już ... celem jest aplikacja, nadal nie wiem która, a zostały jeszcze tylko 2 dni na wybór czy adwokacka czy radcowska?
niedziela, 11 sierpnia 2013
wielki dzień zbliża się wielkimi krokami
już jutro przed nami pierwszy dzień w żłobku, na razie to tylko dni adaptacyjne, i jutro zamiast do pracy rano, idę obejrzeć wraz z Karolem miejsce gdzie od pierwszego września będzie chodził. Później będę w pracy do 20. Boję się z jednej strony, bo naczytałam się, że żłobki są stresujące, że nie nadają się dla dzieci itp. itd. Ja chodziłam do przedszkola bardzo krótko. Nie mam za bardzo wyjścia by Karol nie zasmakował żłobka, nie mogę zrezygnować z pracy, choć gdybym mogła to bym się nawet nie wahała. Po ostatnim weekendzie chciałabym być jeszcze bardziej każdego dnia z Karolem i dla niego tylko. Dziś tak cudnie zjadł zupkę pomidorową. W piątek był basen, wczoraj wspólne zakupy. Mnóstwo doznań i przeżyć, które tracę, bo przez 10 h dziennie nie ma mnie w domu :(
czwartek, 8 sierpnia 2013
życie zatoczyło koło
Kiedy ponad 5 i pół roku temu zaczęłam zajmować się odszkodowaniami, nie miałam o nich bladego pojęcia. Na studiach praktyki nie uczą, miałam dyplom i pół roku doświadczenia zawodowego z firmy w której nauczyłam się wszystkiego ... bo w niej byłam i osobą od obsługi sekretariatu, i asystentką prezesa, windykatorem, asystentką księgowej, człowiekiem od rekrutacji... Kiedy zaczynałam pracę, nie sądziłam że się firma tak rozrośnie. Dziś kolejna przeprowadzka, wróciłam na swoje dawne miejsce...i pytanie co dalej? Zakręciło życie niezłe koło... Zastanawiam się co dalej, dalej nie wiem którą aplikację korporacyjną wybrać, a w przyszłym tygodniu muszę wysłać dokumenty...
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
zdarzenie nie uznane za zdarzenie medyczne
Dziś żałuję znów, że nie słuchałam taty, i nie skończyłam prawa szybciej, miałabym może dziś uprawnienia i mogła coś zmienić... było zdarzenie, przeprowadził zespół ortopedów zabieg wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego, po zabiegu okazało się że został uszkodzony nerw udowy. Został złożony wniosek do komisji, komisja swoje postanowienie wydała po 9 miesiącach twierdząc, że do zdarzenia nie doszło i opierając postanowienie na opinii konsultanta, który uważa, że przed zabiegiem Poszkodowana nie była wstanie się poruszać. Nikt nie wziął pod uwagę tego, że to lekarz operujący zadzwonił i przyśpieszył zabieg. Po zdarzeniu nikt nawet nie przeprosił. Wszyscy mówią, że zabieg się nie udał, że jest błąd, Komisja i Konsultant uważają, że nic się nie stało, że to powikłanie, zdarza się .. czekam na postanowienie, tylko przyjdzie, Szpital dostanie pozew, nie będzie żadnej taryfy ulgowej...
niedziela, 4 sierpnia 2013
Kruchość życia...
W piątek doceniłam to co mam, minuty, a może sekundy i mogło mnie nie być ... szlak trafiłby wszystko, i wywrócił świat tym, których kocham najbardziej... 20:30, 174 km autostrady w stronę Wrocławia i wybuchła opona, na szczęście nikt nie jechał ani przed nami ani za nami... pierwszy wyjazd służbowy, w sprawie w której o mało nie umarł Poszkodowany mógł się skończyć najgorszym... z opony nie zostało nic, my cali i zdrowi... jeszcze nie potrafię dojść do siebie... na sprawy wypadków śmiertelnych mówię, "śmierciówki", pomagam tym, którzy są w bardzo ciężkim stanie, czasem bagatelizuję drobne urazy, nie chciałabym być kolejnym przypadkiem, coś czuwało nad nami? czy nie nadszedł jeszcze mój czas, czy może mam jeszcze kilka żyć? Wyników badania histopatologicznego, jak nie było tak nie ma... zastanawia mnie sens tego wszystkiego, bo przecież wszystko dzieje się po coś... jestem i patrzę na otaczający mnie świat, który zwolnił, mocno zwolnił przez ten weekend, chłonę każdą minutę, kiedy przytulam się do Karola... testy w ten weekend są nie istotne, nic nie jest ważne.. bo wszystko mogłam stracić... jutro wrócę do nauki, muszę się pozbierać.
środa, 31 lipca 2013
życie
Niektórym się wydaje, że mogą wszystko... ludzka znieczulica mnie przeraża i przerasta. Człowiek, młody człowiek, może umrzeć, a oni czekają na nie wiem co... może i wypadek zdarzył się z jego winy, zbieg okoliczności... to po co mówili, że oni pomogą, bez względu na wynik sprawy karnej zapłacą odszkodowanie. Co będzie jak znów umrze mi człowiek, w trakcie prowadzenia sprawy? Nie chcę znów tego przechodzić do dziś pamiętam tamtą sprawę, i na zawszę będzie mi w pamięci 10.08 i akt zgonu. W piątek miało być spotkanie, może będzie, może nie będzie, bo nie wiadomo, czy Pan Mecenas przyleci. Ja nie mogę nic, bo nie mam uprawnień, gdybym miała rozniosłabym ich ... sprawa karna skopana, sprawy cywilnej pewnie nie będzie, pytanie czy on przeżyje, do żyje i jak żyć będzie. I dlaczego ja żyje pracą i nie uczę się???
piątek, 26 lipca 2013
pierogi ruskie - przepis
Pierogi ruskie u nas w domu lubi chyba każdy, ja najbardziej odgrzewane, przypieczone z patelni...
Składniki:
- na ciasto:
- na farsz:
- z kwaśną śmietaną lub jogurtem naturalnym
- z podsmażoną cebulką
- podsmażone z sosem czosnkowym/ ketchupowym
- ze skwareczkami z boczku
Wykonanie:
Farsz:
Ciasto:
Składniki:
- na ciasto:
- 600 g mąki
- duża szczypta soli
- 400 ml gorącej, przegotowanej wody
- 50 g masła
- na farsz:
- 500 g sera białego półtłustego
- 500 g ziemniaków
- 1 cebula, ja daję małą
- 2 łyżki oleju
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki pieprzu
- z kwaśną śmietaną lub jogurtem naturalnym
- z podsmażoną cebulką
- podsmażone z sosem czosnkowym/ ketchupowym
- ze skwareczkami z boczku
Wykonanie:
Farsz:
-
Ziemniaki obrać, ugotować, ostudzić i przepuścić przez praskę, ser zmielić lub przepuścić przez praskę, posiekaną cebulkę przysmażyć, następnie dodać do ziemniaków i sera. Całość wymieszać, doprawić solą i pieprzem do smaku, wedle gustu.
Ciasto:
- Mąkę przesiać na stolnicy, usypać kopiec, dodać sól. Do gorącej wody włożyć masło i roztopić, powoli wlewać do mąki, zagniatając ciasto, tak by się nie kleiło. mieszając wszystko łyżką. Połączyć składniki i wyłożyć je na podsypaną mąką stolnicę. Zrobić wałeczki, z nich kuleczki i rozwałkowywać do uzyskania kółeczek. Nałożyć farsz, zlepić, posypać mąką i układać na blacie gotowe pierogi. Przykryć ściereczką do czasu gotowania, aby nie obeschły.
- W dużym garnku zagotować osoloną wodę z dodatkiem łyżki oleju, jak woda będzie mocno wrzała, wkładać pierogi, gotować od czasu wypłynięcia około 2 minuty. Podać w ulubiony sposób.
nie do końca leniwy piątek... pierogi z jagodami i ruskie dla nie lubiących owoców na obiad ...
Dziś był ciąg dalszy zwolnienia lekarskiego, dzień ostatni prawie, bo jutro sobota. Szczerzę mówiąc to nie chce mi się iść w poniedziałek do pracy, bo ten tydzień pokazał jak wiele tracę z życia mojego Karola. Za 4 dni Karol będzie miał 19 miesięcy, nie wiem czy przez przypadek w tym tygodniu woła mama, mama, mama, czy to efekt tego, że przez ostatni tydzień byliśmy nie rozłączni...
Dziś odpuściłam pracowanie w czasie drzemki popołudniowej Karolka i były pierogi... cała góra pierogów, pierogi jagodowe i pierogi ruskie, które Karol jak i tatuś Karola uwielbiają :D
Pierogi jagodowe:
Składniki na ciasto:- 600 g mąki
- 400 ml bardzo ciepłej, przegotowanej wody
Składniki na nadzienie:
-ok. 500 g jagód
*Dodatkowo do podania słodka śmietanka i cukier kryształ, bądź w wersji lżejszej jogurt naturalny
Wykonanie:
Na środku stolnicy usypujemy kopiec z mąki, następnie wylewając powoli wodę zagniatamy miękkie ciasto, które nie może kleić się do rąk. Z ciasta robię wałeczki, z wałeczka kuleczki i rozwałkowuje je w okręgi. Nie muszę wycinać kółek szklanką. Na każdym kółeczku układam jagody, zlepiam. Każdy pieróg delikatnie posypuje mąką. Jeśli ktoś chce może rozwałkować ciasto i wycinać okręgi, moim zdaniem metoda pierwsza jest lepsza, bo ciasto nie jest wałkowane często i nie twardnieje.
W dużym garnku o sporej średnicy, wysokości niewielkiej gotujemy wodę z łyżeczką soli. Czekamy aż się zagotuje, wrzucamy pierogi, ja gotuje je 4-5 minut. Podawać polane jogurtem naturalnym, posypane cukrem bądź polane słodką śmietanką ...
Dziś odpuściłam pracowanie w czasie drzemki popołudniowej Karolka i były pierogi... cała góra pierogów, pierogi jagodowe i pierogi ruskie, które Karol jak i tatuś Karola uwielbiają :D
Pierogi jagodowe:
Składniki na ciasto:- 600 g mąki
- 400 ml bardzo ciepłej, przegotowanej wody
Składniki na nadzienie:
-ok. 500 g jagód
*Dodatkowo do podania słodka śmietanka i cukier kryształ, bądź w wersji lżejszej jogurt naturalny
Wykonanie:
Na środku stolnicy usypujemy kopiec z mąki, następnie wylewając powoli wodę zagniatamy miękkie ciasto, które nie może kleić się do rąk. Z ciasta robię wałeczki, z wałeczka kuleczki i rozwałkowuje je w okręgi. Nie muszę wycinać kółek szklanką. Na każdym kółeczku układam jagody, zlepiam. Każdy pieróg delikatnie posypuje mąką. Jeśli ktoś chce może rozwałkować ciasto i wycinać okręgi, moim zdaniem metoda pierwsza jest lepsza, bo ciasto nie jest wałkowane często i nie twardnieje.
W dużym garnku o sporej średnicy, wysokości niewielkiej gotujemy wodę z łyżeczką soli. Czekamy aż się zagotuje, wrzucamy pierogi, ja gotuje je 4-5 minut. Podawać polane jogurtem naturalnym, posypane cukrem bądź polane słodką śmietanką ...
czwartek, 25 lipca 2013
Budyń
Pyszny domowy budyń, nie tylko na smutki, czy poprawę nastroju wyszedł dziś przypadkiem, bo przypadki rządzą moim światem od tygodnia... zaczęło się tydzień temu od anginy Karola a dziś proszę czarujemy budyń, a właściwie wyczarowałam go dziś rano :) Budyń waniliowy, gorzka czekolada, maliny i jagody... Karol był zachwycony ...
Składniki na około 3 porcje:
- 2 szklanki mleka
- 1 łyżka masła
- 3,5 łyżki cukru z prawdziwą wanilią/ albo 4 łyżeczki cukru waniliowego
- pół laski wanilii
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 żółtka
Czarowanie należy zacząć od wyskrobania ziarenek z laski wanilii, następnie 1,5 szklanki mleka zagotować z masłem, cukrem i wanilią. Pozostałe pół szklanki mleka utrzeć lub zmiksować z mąką ziemniaczaną i żółtkami. Połączone składniki powoli wlewać do gotującego się mleka obniżając jednocześnie moc palnika i mieszać intensywnie by nie było grudek. Następnie do opłukanych zimną wodą miseczek wrzucić kostki gorzkiej czekolady, wylać gorącą masę i dodać owoce bądź sok owocowy, albo jedno i drugie ...
Smacznego :)
piątek, 19 lipca 2013
i kolejna sobota się zbliża
sobota, 6 lipca 2013
Aplikacja
... w takie dni jak w ubiegły czwartek, wiem że muszę się uczyć.. nie ma jak usłyszeć że "zaiste błysnęła Pani wiedzą ... " ton maila jakiego dostałam po ponad 5 latach pracy, pomocy ludziom mnie poraził... "pyskówka", brak jakiejkolwiek kultury, czegokolwiek, nie uważam się za nie wiadomo kogo, mam 30 lat i wymagam by moja praca była szanowana, tym bardziej że jest to ciężka praca i trudna. Praca gdzie po drugiej stronie spotykam człowieka poszkodowanego wypadkiem, osobę która straciła kogoś bliskiego. Kiedyś czytałam wiele o Kancelariach Odszkodowawczych, na macierzyńskim próbowałam zapomnieć o pracy, był moment, że chciałam iść na urlop wychowawczy i w takie dni jak w czwartek wiem, że nadejdzie dzień w którym wszystkim tym, którym się to należy powiem co o nich myślę. Może przemawia przeze mnie złość, ale jak tak można... załatwiasz sprawę, ktoś dostaje za to wynagrodzenie i jeszcze taki poziom... a raczej jego brak prezentuje.
Dlatego też dziś na osłodę morze kawy z wanilią i bitą śmietaną i kodeksy, kodeksy, kodeksy ... i muszę zacząć rozwiązywać testy ...
Dlatego też dziś na osłodę morze kawy z wanilią i bitą śmietaną i kodeksy, kodeksy, kodeksy ... i muszę zacząć rozwiązywać testy ...
piątek, 5 lipca 2013
Kiedy nadejdzie sobota ...
Kiedy jest lato i przychodzi, a za kilka godzin będzie, sobota i celebra rodzinnego weekendu, bo w tygodniu ostatnio mijam się z moim mężem, a dla syna w ciągu dnia mam aż 3 godziny jest czas by zadbać o moich bliskich. Obaj, i mąż i syn lubią babkę jogurtową, mam nadzieję że jutro będzie z jagodami...
Każdy kto chciałby upiec, ciasto które mi jak dotąd świetnie wychodzi i zachwyca moich mężczyzn, i gości polecam ten przepis:
- 4 jajka
- 2/3 szklanki cukru
- cukier waniliowy
- szklanka jogurtu naturalnego
- 150 ml oleju
- 450 g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ważne by składniki były w temperaturze pokojowej. Składniki sypkie przesiewam. Jajka ubijam z cukrami do białości dodaje jogurt, mieszam z suchymi i na blachę :D 50 minut w piekarniku w temperaturze 170 stopni się piecze. Można dodać owoce, moi mężczyźni lubią wersję z malinami, brzoskwiniami, jagodami, często robię też kruszonkę.
Każdy kto chciałby upiec, ciasto które mi jak dotąd świetnie wychodzi i zachwyca moich mężczyzn, i gości polecam ten przepis:
- 4 jajka
- 2/3 szklanki cukru
- cukier waniliowy
- szklanka jogurtu naturalnego
- 150 ml oleju
- 450 g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ważne by składniki były w temperaturze pokojowej. Składniki sypkie przesiewam. Jajka ubijam z cukrami do białości dodaje jogurt, mieszam z suchymi i na blachę :D 50 minut w piekarniku w temperaturze 170 stopni się piecze. Można dodać owoce, moi mężczyźni lubią wersję z malinami, brzoskwiniami, jagodami, często robię też kruszonkę.
wersja bez owoców
pasje...
Pasją jest
gotowanie, wymyślanie i mieszanie, przy nim odpoczywam i uwielbiam tym sprawiać przyjemność innym... i mam nową pasję fotografowanie. I nowy cel, będzie trzeba nabyć nowy aparat, by tą pasję rozwijać. Dzięki temu będę mogła fotografować po kolei to co ugotuje i to co otacza mnie i Karola, i świat i całość...
niedziela, 30 czerwca 2013
o mnie, o nas i takie tam
Za dwa tygodnie moje 30 urodziny, czas na to co odkładałam od zawsze, małe podsumowanie i do przodu... Prawo było celem, marzeniem i jest pasją, za 3 miesiące egzaminy na aplikację... podejście drugie, po przy pierwszym wszystko było na wariackich papierach... ale też jest Karol ( dziś już chłopczyk, 18 miesięczny, mój synek, mój cudzik) 18 miesięcy to niby nie wiele, a z nim tyle się wydarzyło i tyle jest radości. Przede mną nowe cele, muszę zmobilizować się do nauki, pokazać że mogę się dostać, że będę prawnikiem z uprawnieniami, że sama na to wszystko zapracowałam... Mam wsparcie bliskich mi osób, Andrzej usypia Karola, kąpie, karmi, ja powinnam się uczyć... kodeksy do mnie wołają...
Więc dziś jeszcze choć dwie małe ustawy, bo lista jest długa, bardzo długa:
Subskrybuj:
Posty (Atom)














