sobota, 31 sierpnia 2013

Czas

minuty, godziny, doby, dni ... już tylko chwila, a może cała wieczność... nadal nie mam motywacji, coraz więcej mnie wkurza, denerwuje, szarpanina, kierat, a może tylko koniec wakacji? Znów trzeba coś, ktoś gdzieś czegoś chce... wszyscy są roszczeniowi i myślą, że są jedyni. Pozory? a może tylko takie oczekiwania albo złudzenie... mam jednak nadzieję, że ta gonitwa się skończy, za nim Karol będzie duży, bym mogła być przede wszystkim mamą tak jak przez miniony tydzień, który był wyłącznie nasz...

środa, 28 sierpnia 2013

WAKACJE

wyjazd nad polskie morze końcem sierpnia ma swoje plusy, Karola nie męczą upały, choć 13 stopniowa woda w morzu odstrasza, dziś cudowny pogodny dzień przyniósł mnóstwo wrażeń... Karol mógł po raz pierwszy kąpać się w morzu, o ile brodzenie można nazwać kąpielą... dziś był Kołobrzeg, gofry na promenadzie, rozglądanie się za świeżą rybą, którą zabierzemy do domu... wczoraj rowery, przedwczoraj gokardy, wszystko to moje dziecko interesuje, zachwyca, tak cudownie jest, kiedy Karol cieszy się samą sobą... nie potrafię do końca się tym cieszyć, bo już w poniedziałek debiut w żłobku... czy on da sobie radę?
 

 

środa, 21 sierpnia 2013

Komisja ds. orzekania o zdarzeniach medycznych

nie spełniła w żaden sposób swojej roli, rozczarowała... Jak można napisać w orzeczeniu, że "prawdopodobnie", zatem nic się nie stało tylko mleko się rozlało. Jak można było przez 9 miesięcy tak nieudolnie prowadzić postępowanie. Sprawa dotyczyła uszkodzenia nerwu udowego, do zdarzenia doszło 23.08.2012 r., wniosek do komisji został złożony w grudniu 2012 r. W sprawie nie został przesłuchany główny operator, nie zrobiono praktycznie nic, i dziś przyszło orzeczenie bez podpisów Komisji, z pouczeniem, że przysługuje 14 dniowy termin na odwołanie. Wysoka Komisja otrzyma odwołanie, otrzyma również Rzecznik Praw Pacjenta, dziś szanowny Pan Doktor wskazał swoją własną polisę OC, pytanie czy TU uzna zgłoszone roszczenia ... piszemy zgłoszenie i będziemy pilnować likwidacji szkody.

piątek, 16 sierpnia 2013

intensywny tydzień za nami...

Tydzień z długim weekendem mam wrażenie był bardzo długi przez to chyba, że dziś pracowałam od 7 rano... w poniedziałek zaczął się od żłobka, do którego nadal mam mieszane uczucia, we wtorek był Kraków, tym razem prywatnie, bo ci wielcy prawnicy milczą, prywatne szukanie pomocy i nadziei, której już praktycznie nie ma, że nerw ruszy... jeszcze tylko usg, które potwierdzi diagnozę, w poniedziałek może będzie znany termin. W środę Karol szalał na kulkach, wczoraj na basenie. Piątek minął mi nie wiem kiedy i skończył się cyrkiem, w sensie dosłownym Cyrk Zalewski z dziewczynami. I tym sposobem minął kolejny tydzień, do egzaminu 43 dni a ja nadal w lesie głębokim i ciemnym....zmęczona padam. Nie mam sił...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

dylematy matki zapracowanej, a może zpracowanej?

Godzina adaptacyjna w żłobku za nami, ja przerażona, Karol nie potrafi mi powiedzieć jak on to zniósł. Wrócił zmęczony. Dziś dwa sukcesy, zasnął sam w łóżeczku, i w południe i wieczorem, bez kołysania, bujania i cudowania... jutro znów nierówna walka ze światem przed nami. Czasami się zastanawiam po co ja się tak szarpię, o ile lepiej byłoby wrócić do domu, zrezygnować z pracy i być dla Karola, może mielibyśmy mniej pieniędzy, ale czy one są najważniejsze? Praca, w której najważniejsza jest kasa, nie moja tylko roszczeniowych ludzi, w której tylko mocno Poszkodowani nie wydzwaniają i nie krzyczą... tym pomagam, z pasją, empatią, całą sobą, odchorowując później ich sprawy... ile energii zabierają Krzykacze, Oszuści i ci, którym się wydaje że pieniądz jest najważniejszy... Praca z której odeszło już tyle ludzi, praca której za dużo z siebie daję, i nic w zamian nie dostaję... nie ma motywacji, żadnej już ... celem jest aplikacja, nadal nie wiem która, a zostały jeszcze tylko 2 dni na wybór czy adwokacka czy radcowska?

niedziela, 11 sierpnia 2013

wielki dzień zbliża się wielkimi krokami

już jutro przed nami pierwszy dzień w żłobku, na razie to tylko dni adaptacyjne, i jutro zamiast do pracy rano, idę obejrzeć wraz z Karolem miejsce gdzie od pierwszego września będzie chodził. Później będę w pracy do 20. Boję się z jednej strony, bo naczytałam się, że żłobki są stresujące, że nie nadają się dla dzieci itp. itd. Ja chodziłam do przedszkola bardzo krótko. Nie mam za bardzo wyjścia by Karol nie zasmakował żłobka, nie mogę zrezygnować z pracy, choć gdybym mogła to bym się nawet nie wahała. Po ostatnim weekendzie chciałabym być jeszcze bardziej każdego dnia z Karolem i dla niego tylko. Dziś tak cudnie zjadł zupkę pomidorową. W piątek był basen, wczoraj wspólne zakupy. Mnóstwo doznań i przeżyć, które tracę, bo przez 10 h dziennie nie ma mnie w domu :(

czwartek, 8 sierpnia 2013

życie zatoczyło koło

Kiedy ponad 5 i pół roku temu zaczęłam zajmować się odszkodowaniami, nie miałam o nich bladego pojęcia. Na studiach praktyki nie uczą, miałam dyplom i pół roku doświadczenia zawodowego z firmy w której nauczyłam się wszystkiego ... bo w niej byłam i osobą od obsługi sekretariatu, i asystentką prezesa, windykatorem, asystentką księgowej, człowiekiem od rekrutacji... Kiedy zaczynałam pracę, nie sądziłam że się firma tak rozrośnie. Dziś kolejna przeprowadzka, wróciłam na swoje dawne miejsce...i pytanie co dalej? Zakręciło życie niezłe koło... Zastanawiam się co dalej, dalej nie wiem którą aplikację korporacyjną wybrać, a w przyszłym tygodniu muszę wysłać dokumenty...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

zdarzenie nie uznane za zdarzenie medyczne

Dziś żałuję znów, że nie słuchałam taty, i nie skończyłam prawa szybciej, miałabym może dziś uprawnienia i mogła coś zmienić... było zdarzenie, przeprowadził zespół ortopedów zabieg wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego, po zabiegu okazało się że został uszkodzony nerw udowy. Został złożony wniosek do komisji, komisja swoje postanowienie wydała po 9 miesiącach twierdząc, że do zdarzenia nie doszło i opierając postanowienie na opinii konsultanta, który uważa, że przed zabiegiem Poszkodowana nie była wstanie się poruszać. Nikt nie wziął pod uwagę tego, że to lekarz operujący zadzwonił i przyśpieszył zabieg. Po zdarzeniu nikt nawet nie przeprosił. Wszyscy mówią, że zabieg się nie udał, że jest błąd, Komisja i Konsultant uważają, że nic się nie stało, że to powikłanie, zdarza się .. czekam na postanowienie, tylko przyjdzie, Szpital dostanie pozew, nie będzie żadnej taryfy ulgowej...

niedziela, 4 sierpnia 2013

Kruchość życia...

W piątek doceniłam to co mam, minuty, a może sekundy i mogło mnie nie być ... szlak trafiłby wszystko, i wywrócił świat tym, których kocham najbardziej... 20:30, 174 km autostrady w stronę Wrocławia i wybuchła opona, na szczęście nikt nie jechał ani przed nami ani za nami... pierwszy wyjazd służbowy, w sprawie w której o mało nie umarł Poszkodowany mógł się skończyć najgorszym... z opony nie zostało nic, my cali i zdrowi... jeszcze nie potrafię dojść do siebie... na sprawy wypadków śmiertelnych mówię, "śmierciówki", pomagam tym, którzy są w bardzo ciężkim stanie, czasem bagatelizuję drobne urazy, nie chciałabym być kolejnym przypadkiem, coś czuwało nad nami? czy nie nadszedł jeszcze mój czas, czy może mam jeszcze kilka żyć? Wyników badania histopatologicznego, jak nie było tak nie ma... zastanawia mnie sens tego wszystkiego, bo przecież wszystko dzieje się po coś... jestem i patrzę na otaczający mnie świat, który zwolnił, mocno zwolnił przez ten weekend, chłonę każdą minutę, kiedy przytulam się do Karola... testy w ten weekend są nie istotne, nic nie jest ważne.. bo wszystko mogłam stracić... jutro wrócę do nauki, muszę się pozbierać.