W piątek doceniłam to co mam, minuty, a może sekundy i mogło mnie nie być ... szlak trafiłby wszystko, i wywrócił świat tym, których kocham najbardziej... 20:30, 174 km autostrady w stronę Wrocławia i wybuchła opona, na szczęście nikt nie jechał ani przed nami ani za nami... pierwszy wyjazd służbowy, w sprawie w której o mało nie umarł Poszkodowany mógł się skończyć najgorszym... z opony nie zostało nic, my cali i zdrowi... jeszcze nie potrafię dojść do siebie... na sprawy wypadków śmiertelnych mówię, "śmierciówki", pomagam tym, którzy są w bardzo ciężkim stanie, czasem bagatelizuję drobne urazy, nie chciałabym być kolejnym przypadkiem, coś czuwało nad nami? czy nie nadszedł jeszcze mój czas, czy może mam jeszcze kilka żyć? Wyników badania histopatologicznego, jak nie było tak nie ma... zastanawia mnie sens tego wszystkiego, bo przecież wszystko dzieje się po coś... jestem i patrzę na otaczający mnie świat, który zwolnił, mocno zwolnił przez ten weekend, chłonę każdą minutę, kiedy przytulam się do Karola... testy w ten weekend są nie istotne, nic nie jest ważne.. bo wszystko mogłam stracić... jutro wrócę do nauki, muszę się pozbierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz