piątek, 6 września 2013

kiedy przychodzi a może nadchodzi sobota

... jest tyle do zrobienia. Jutro Karol ma przerwę od żłobka... 5 dni za nami, pełnych stresów, łez, choć nadszedł przełom... i od wczoraj nie było już tak łzawo. Dziś robię podsumowanie i idę dalej planując sobotę, by wszystko się udało. Punkt pierwszy uczyć się, punkt dwa, uczyć się i punkt trzeci nauczyć się. Wiele jeszcze przede mną a egzamin za 22 dni. Może jutro Poluś otrzyma nowe życie, i wróci. Nadal nie stać mnie na samochód i nie mam pomysłu co zrobić by to się zmieniło, w lotto nie udało się wygrać, przychody ponad te wynikające ze stosunku pracy nie nadejdą... celebrytką ani twarzą znanej marki nie zostanę, a szkoda, bo jeżdżące, nie wymagające nakładów, kobiece auto na pewno bym przygarnęła, cóż marzyć każdy może ... i na tym się moje marzenia kończą. Może kiedyś, może się jakimś cudem uda, że pojawi się moje własne auto, że po zdzieraniu się na maksa coś się zmieni. Że fałszywych i wampirów energetycznych się pozbędę. Że zacznę żyć, i skupiać się na tym co istotne i ważne... Na razie czekam, na jutro, na dzień z Karolem, na piaskownicę, gotowanie obiadku, zabawy, spacer, spokojną popołudniową drzemkę Karola, na to żeby być mamą, a nie pracownikiem wyrobnikiem, niewolnikiem. Nie docenianym za szarpaninę. Być dla dziecka, które doceni to że mama jest tylko dla niego, po tygodniu walki z wiatrakami. Jeszcze tylko trzy skargi do Biura Rzecznika Ubezpieczonych i może przestanę myśleć o pracy i spokojnie skupie się na nauce... na razie żyje wspomnieniami beztroski, to na trochę dało energii do walki, pracy i życia.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz